Nasze POŁONINY - Bieszczadzkie Czasopismo Regionalne Artykuły Forum dyskusyjne Galerie Ogłoszenia 
Baza noclegowa   Baza gastronomiczna   Dyżury aptek   Rozkład jazdy autobusów   Plan miasta
Strona główna

Archiwum
Pisane w Bieszczadach
Szukaj w serwisie:
Redakcja

Kontakt

    Gazeta / moduły
    Serwis internetowy

    Baza noclegowa

Artyku³y » ~ Archiwum » [Nr 4/97] Kiedy szkoła
Zimowe Igrzyska Olimpijskie już po za nami. Zakończyły się dla nas dorobkiem medalowym, na który żaden trzeźwo myślący Polak nie liczył. Dwa medale Małysza, brązowy medal naszych panczenistek no i trzy medale Justyny Kowalczyk, naszej „Justysi” jak ją się teraz nazywa, to miód na serce każdego kibica. Mieliśmy lata „małyszomani”, teraz po sukcesach Justyny Kowalczyk w Pucharze Świata i ostatnich Zimowych Igrzyskach kto żyw zakłada narty biegowe i próbuje uprawiać tę dyscyplinę. Z różnym skutkiem ale przecież nie o to w tym wszystkim chodzi. Liczą się chęci i co najważniejsze, żeby nie był to słomiany zapał. Wyniki to drugorzędna sprawa. Pewnie nie pisałbym o tym wszystkim, gdyby nie to, że czy chcemy czy też nie Ustrzyki Dolne być może bezwiednie zostały wplątane w te olimpijskie zmagania. Pierwszy raz za sprawą jednego z serwisantów Justyny Kowalczyk – Rafała Węgrzyna do chwili obecnej zawodnika MKS „Halicz” Ustrzyki Dolne, wielokrotnego medalisty mistrzostw Polski w biegach narciarskich w różnych kategoriach wiekowych, no i za sprawą samej Justyny Kowalczyk, która swoje pierwsze duże zawody zaliczyła właśnie tutaj w Bieszczadach w Ustrzykach zdobywając przy tym swój pierwszy tytuł mistrzyni Polski młodziczek. Było to czternaście lat temu, a od wyników tamtych zawodów Kowalczykówna uzależniła dalsze uprawianie tej dyscypliny sportu. Zdobyła w swojej konkurencji wszystko co było możliwe do zdobycia. Zaczynając dość późno bo dopiero w wieku 14 lat udowodniła, że ciężkim treningiem, dużym samozaparciem i tą swoją „góralską” zaciętością w walce można osiągnąć wyżyny.
Od dłuższego już czasu słyszę o toczącej się w Ustrzykach dyskusji dotyczącej powołania w mieście szkoły mistrzostwa sportowego o profilu narciarskim. Wydawać by się mogło, że takiemu pomysłowi i takiej możliwości można tylko przyklasnąć. Przyjąć założenia i pomysł realizować. Że wszystkie siły polityczno-społeczne w mieście postawią sobie za punkt honoru by taką szkołę do życia powołać W końcu administracja obydwu szczebli wysupła ze swoich kas w sumie niewielkie w stosunku do ich budżetów pieniądze i tą dyskusję utnie. Zamiast tego trwa spychomania i przerzucanie się argumentami to jednej, to drugiej strony. Starostwo mogłoby taką szkołę założyć ale prowadzenie chciałoby przekazać miastu, które w cale się do tego nie pali.
Urzędnicza dyskusja trwa w najlepsze. Radni miejscy i powiatowi również nie wykazują w tym temacie większej aktywności. Przynajmniej nic o takiej nie wiemy. W chaosie sprzecznych ze sobą informacji i gąszczu urzędniczych decyzji a może raczej ich braku czeka bieszczadzka młodzież i dzieci, które już uprawiają narciarstwo. Efektem ich pracy są ostatnie wyniki w Wojewódzkiej Gimnazjadzie w Biegach Narciarskich, w Wojewódzkich Igrzyskach Młodzieży Szkolnej w Biegach Narciarskich, Międzywojewódzkich Mistrzostwach Młodzików w Biegach Narciarskich czy też w bardzo kameralnym biegu narciarskim „W krainie trzech kultur”. Gdy do tego dodamy masowy udział dzieci i młodzieży w zawodach poprzedzających główny „Bieg Lotników” to możemy już mówić o masowości tej dyscypliny. Jest więc potencjał ludzi w postaci przyszłych uczniów tej szkoły, kadry pedagogicznej i trenerskiej. Nie będzie najprawdopodobniej problemów z lokalizacją szkoły. Problem jest jak to zawsze bywa z jej finansowaniem. Problem moim zdaniem śmieszny jeżeli kwota o której się mówi jest prawdziwa. Ustrzyki są niekwestionowaną zimową stolicą Bieszczadów. Posiadają już bardzo dobrą infrastrukturę do uprawiania masowych sportów zimowych przez co rośnie prestiż miasta, o którym mówiło się nawet Vancouver przy okazji odbywających się tam Igrzysk. Rośnie prestiż powiatu, którego Ustrzyki są „stolicą”. Mając takie argumenty w ręce warto się nad problemem głęboko pochylić w imię dobrze pojętego interesu społecznego. Przede wszystkim dla dobra dzieci, które już tę dyscyplinę uprawiają a chciałyby to robić w cywilizowanych warunkach czyli w szkole mistrzostwa sportowego.


Andrzej Kotowicz

[Nr 4/97] Kiedy szkoła



Imiê
E-mail
Temat
Tre¶æ
Przepisz kod:

 

© 2003-2012 Nasze Po³oniny - Bieszczadzkie Czasopismo Regionalne

Wykonanie i administracja strony: JWK WebStudio