|
|

 |
Artyku³y » ~ Archiwum » [Nr 4/80] Śmierdzący interes |
W czasach gdy człowiek siedział jeszcze na drzewie, to swoje potrzeby fizjologiczne schodził załatwiać na ziemi. Co ciekawe robił to w określonym miejscu, przeważnie z daleka od swego siedliska. Od tamtych czasów niewiele się zmieniło. W mieszkaniach do tego typu potrzeb wydzielone są osobne pomieszczenia zwane różnie, łazienkami, toaletami, ubikacjami, sanitariatami czy tez potocznie kiblami. Nie zmienia to postaci rzeczy, że są w naszym życiu nieodzowne i chodzi się tam w określonym celu. Ustrzyckim włodarzom potrzeba było kilkunastu lat żeby do takich wniosków dojść. Jedyny ustrzycki szalet padł, kiedy swoje życie zakończyła ostatnia „babcia klozetowa”. Od tego czasu w mieście, które pretenduje do miana „zimowej stolicy Bieszczadów” i nie tylko, swoich potrzeb fizjologicznych nie ma gdzie załatwić. Efektem tego są pełne fekalii klatki schodowe, piwnice, bramy i wszystkie te miejsca, gdzie można to w miarę intymnie zrobić. Sytuacje takie wyglądają wręcz komicznie, choć nikomu do śmiechu nie jest, kiedy grupa wczasowiczów, turystów ale również i mieszkańcy biegają jak przysłowiowy kot z pęcherzem, żeby się wypróżnić. Później możemy przeczytać w Internecie, że Ustrzyki to zapyziałe miasto, gdzie nie ma się za przeproszeniem gdzie wysrać. Opinia uzasadniona. Z faktami nie ma co dyskutować. Już sam pomysł wystawienia do przetargu tej działki skłania do przypuszczenia, że miasto mimo deklaracji wcale nie jest zainteresowane by szalety funkcjonowały tam w dalszym ciągu. Nikt przy zdrowych zmysłach nie podejmie się prowadzenia jakby to powiedział niejaki Ferdynand Kiepski prywatno – publicznej toalety. Koszt zakupu działki, przeprowadzenie generalnego remontu, zagospodarowanie terenu wokół szaletów, zatrudnienie pracownika nie zwróci się nawet za kilkadziesiąt lat. Naiwnością jest więc sądzić, że chętny się znajdzie. Gdy do tego dodamy bieżące koszty utrzymania czyli woda, prąd i środki czystości to osoba fizyczna, która by się tego podjęła już na samym początku tej „intratnej inwestycji” powinna sobie strzelić w łeb. O tym, że miasto nie jest w ogóle zainteresowane reaktywacją miejskich szaletów mówi zaporowa cena wywoławcza /282.456 PLN/ rzeczonej działki. Gdy do tego dodamy stwierdzenie burmistrza cyt. „ że działka jest własnością gminy, jeść nie woła i można z tym zaczekać” to z góry możemy założyć, że o miejskich szaletach w najbliższym okresie możemy zapomnieć Miałem okazje korzystać z tego typu przybytków w różnych miejscach w Polsce. Zawsze były one własnością miasta, prowadzone na warunkach agencyjnych względnie dzierżawy. W Ustrzykach wszystko musi być jednak postawione na głowie. Nic nie może być proste.
Andrzej Kotowicz
|
|
 |
[Nr 4/80] Śmierdzący interes |
|
|