|
|

 |
Artyku³y » ~ Archiwum » [10/103] Mamo - ta woda brzydko pachnie |
Jeszcze nie tak dawno wody zalewu solińskiego zaliczane były do pierwszej klasy czystości. Silny ekosystem bez problemów radził sobie z niewielką ilością zanieczyszczeń, które do zbiornika wpływały. Taki stan rzeczy powodował, że fauna i flora zbiornika rozwijała się tu bez przeszkód. Tak było. Wydaje się, że te czasy mamy już bezpowrotnie po za sobą. Powoli zalew soliński zwany też „bieszczadzkim morzem” staje się zlewnią tego wszystkiego czego czystą wodą nazwać już nie można. Szybko rozwijająca się infrastruktura turystyczna wokół jeziora spowodowała, że do wody spływają ogromne ilości fekalii, chemii i tego wszystkiego co sobie jeszcze można wyobrazić. Wszyscy tną po tzw. kosztach czyli po tym czego gołym okiem nie widać. Dlatego brak jest małych oczyszczalni ścieków, szamb z prawdziwego zdarzenia i tym podobnych rzeczy, które powodują, że cały ten balast brudu pozostaje na miejscu i nie zanieczyszcza wody. O tym, że problem nabrzmiał już do granic, których przekroczyć nie wolno można przekonać się zaglądając na górę „Jawor” w Solinie. Sezon turystyczny dopiero się tu rozpoczął, ludzi jest w sumie niewielu a już w nozdrza oprócz zapachów wydostających się z funkcjonujących tu restauracyjek i barów można odróżnić zapach nieopróżnionych szamb i spuszczanych na „ostro” ścieków, które płyną sobie szeroką strugą bezpośrednio do zalewu. Nieświadomi niczego turyści brodzą sobie z dziećmi w tej „wodzie” myśląc, że to wypływające ze zbocza źródełka. Taki obrazek można było zaobserwować na początku czerwca, kiedy spływające z góry fekalia nieco oczyszczone przez trawę i dwa parkingi, które musiały pokonać wpływały sobie bezkarnie do wody tuż obok przystani „Białej Floty”. Dopiero alarmujący krzyk dzieci, że ta woda brzydko „pachnie” wzmógł czujność rodziców, którzy szybko się z tamtąd ze swoimi pociechami wynieśli. Kiedy zagospodarowywano w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku tereny po tej części zapory nikt w najśmielszych chyba oczekiwaniach nie przypuszczał, że rozwiną się one do tak niebotycznych wymiarów. Wybudowana wtedy infrastruktura sanitarna w pełni pokrywała potrzeby funkcjonujących tam trzech pawilonów „geesowskich”, dwóch barów, smażalni ryb, kiosku ruchu, pawilonu z pamiątkami, pływającej przystani dla statków i sanitariaty, które jako jedyne działają tam do dzisiaj. Powstałe później już pole namiotowe również zabezpieczono w pełny węzeł wodno-sanitarny. Można odnieść wrażenie, że od tamtego czasu w tym miejscu niewiele się zmieniło oprócz tego, że ludzi jest tu coraz więcej i przybyło mnóstwo nowych punktów handlowo-gastronomicznych bazujących w dużej mierze na starej infrastrukturze. Jak długo to jeszcze wytrzyma – nie wiem. Wiem na pewno jedno ta bomba ekologiczna kiedyś w końcu będzie musiała wybuchnąć. Ten problem nie dotyczy tylko Soliny. Tak się dzieje na obrzeżach całego zalewu. Czym szybciej władze przylegających do niego gmin zabiorą się za rozwiązanie tego problemu, tym lepiej. Szkoda by było, żeby o tym największym sztucznym akwenie w Polsce zaczęto mówić jako o zlewni tego wszystkiego czego czystą wodą nazwać nie można.
Andrzej Kotowicz
|
|
 |
[10/103] Mamo - ta woda brzydko pachnie |
|
|