|
|

 |
Artyku³y » ~ Archiwum » [Nr 2/95] Demony wracają |
Chciałoby się powiedzieć, że tragiczny okres w stosunkach polsko-ukraińskich mamy za sobą. Ta karta historii została zamknięta. Powroty do tamtych czasów, to rozdrapywanie przecież w sumie świeżych ran. Przypominanie tych tragicznych i brzemiennych w skutkach czasów to powroty demonów, które raz na zawsze powinny być zamknięte. Jednak co jakiś czas zza naszej wschodniej granicy płyną sygnały, że z tamtej strony nic nie zostało zapomniane, wręcz przeciwnie odradzają się skrajne nacjonalistyczne organizacje, dla których „lach” był, jest i będzie zawsze największym wrogiem. To właśnie spadkobiercy ideologiczni i polityczni OUN i UPA starają się wmówić swoim współrodakom, że tylko nacjonalistyczna, ba wręcz faszyzująca Ukraina z hasłami Bandery na swoich sztandarach jest zdolna uczynić Ukraińców narodem szczęśliwym a kraj mlekiem i miodem płynący. W wydawanych przez siebie broszurach kwestionują wszystko co zakwestionować się da. Od powojennego ładu gospodarczego w obecnej Europie, po ład polityczny z usankcjonowanymi przed ponad 65 laty granicami. Gdy się zajrzy do wydawanych przez te organizacje biuletynów wewnętrznych to włos jeży się na głowie. Zachodnia granica Ukrainy sięga aż po Nowy Sącz i Krynicę, a mieszkająca na tych terenach ludność polska jest najzwyklejszą mniejszością narodową, do tego, krótko trzymaną za twarz. Pewnie bym i o tym nie pisał, bo wydawało mi się, że jeżeli nawet na Ukrainie takie nacjonalistyczne organizacje działają, to jest to margines, ułamek procentu którym nie warto sobie zawracać głowy. Jednak ostatnie wystąpienie prezydenta Ukrainy – Juszczenki uświadomiło mi w jak wielkim jestem błędzie. Nadanie przez głowę państwa Ukrainy tytułu „Bohatera Narodowego Ukrainy” Stepanowi Banderze, dodajmy mordercy przedwojennego polskiego ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego, założycielowi nacjonalistycznych, faszyzujących organizacji polityczno-wojskowych OUN i UPA sprawiło, że ten margines się bardzo rozrósł i ten ułamek procenta nie wydaje mi się taki mały jak dotąd. Polscy politycy starają się marginalizować znaczenie tego gestu. Nikt jednak nie zadaje sobie pytania dlaczego takie „małe” skrajne organizacje maja tak duży wpływ na podejmowanie decyzji przez najwyższe czynniki państwowe Ukrainy. Nie wiem w imię jakich wyższych celów w stosunkach z Ukrainą staliśmy się tacy służalczy. Można odnieść wrażenie, że to my państwo należące do Unii i NATO pukamy do bram Kijowa a nie odwrotnie. Utwierdzanie Ukraińców w ich misyjnej roli w Europie Wschodniej przez ostatnich dwóch prezydentów Kwaśniewskiego i Kaczyńskiego doprowadziło do tego, że w stosunkach polsko - ukraińskich nic nie jest nazywane po imieniu. Mord – mordem, rzeź – rzezią, ludobójstwo – zbrodnią. Ta bardzo miękka polityka wobec Kijowa doprowadziła do tego, że Ukraińcy śmieją się nam w nos. Nadanie Juszczence tytułu doktora honoris causa przez Katolicki Uniwersytet Lubelski jeszcze raz dowodzi jak mało wagi przykładamy do tego co robimy. Protestowały przeciwko nadaniu tego tytułu środowiska kombatanckie i rodziny osób zamordowanych przez UPA na kresach i w południowo – wschodniej Polsce. Bez rezultatu. To prawda, że autonomiczna uczelnia może nadawać tytuły jak chce i komu chce. Chciałoby się jednak, żeby przed podjęciem takiej decyzji odrobinę się zastanowiono nad jej słusznością i konsekwencjami jakie może przynieść. Liczba 140 tyś ofiar polskiego pochodzenia, które poniosły śmierć z rąk ukraińskich nacjonalistów musi budzić respekt, refleksje i zadumę. Warto o tym pamiętać i przypominać Ukraińcom na każdym kroku. W przeciwnym wypadku będą sobie bimbać z historii, a bandytom nadawać tytuły „bohaterów” swojego kraju.
Andrzej Kotowicz
|
|
 |
[Nr 2/95] Demony wracają |
|
|