Nasze POŁONINY - Bieszczadzkie Czasopismo Regionalne Artykuły Forum dyskusyjne Galerie Ogłoszenia 
Baza noclegowa   Baza gastronomiczna   Dyżury aptek   Rozkład jazdy autobusów   Plan miasta
Strona główna

Archiwum
Pisane w Bieszczadach
Szukaj w serwisie:
Redakcja

Kontakt

    Gazeta / moduły
    Serwis internetowy

    Baza noclegowa

Artyku³y » ~ Archiwum » [Nr 13/89] Podróże kształcą, czyli obserwacje przy przekraczaniu granicy
Od kilku lat spędzam dwa tygodnie wakacji poza Ustrzykami Dolnymi, które są moim stałym miejscem zamieszkania. Swoje podróże prowadzę zarówno po naszym pięknym kraju, jak i po tak zwanej zagranicy. Tegoroczna moja wyprawa była odrobinę inna niż poprzednie, gdyż prowadziła poza granice Unii Europejskiej, co wiązało się z koniecznością poddawania się kontroli granicznej. Wybrałem się wraz z żoną, prawdziwym motorem moich podróży, do krajów dawnej Jugosławii, dzisiaj podzielonych nie tylko granicami, ale i bolesnymi wspomnieniami tragicznej wojny domowej. Unię opuściłem poprzez przejście graniczne Szeged – Subotica pomiędzy Węgrami a Serbią. Kolejno przekraczałem granice pomiędzy Serbią a Czarnogórą, Czarnogórą a Albanią, Czarnogórą a Chorwacją, Chorwacją a Bośnią i Hercegowiną i na końcugranicę bośniacko -serbską, aby przez to samo przejście powrócić w granice Unii Europejskiej. Łącznie dziesięciokrotnie przekraczałem różne granice i dwudziestokrotnie byłem poddawany kontroli, ponieważ pomiędzy krajami, które odwiedzałem nie ma tak zwanej wspólnej kontroli granicznej. Głównym miejscem mojego pobytu była Czarnogóra. Przepiękny widokowo kraj, gdzie wysokie górskie szczyty schodzą stromo do morza a wyjątkowo urocza Boka Kotorska przypomina norweskie fiordy. Poziom życia niższy niż w Polsce a poziom sanitarny zdecydowanie niższy. Atrakcyjne są dla nas ceny noclegów, ale zaskakują wysokie ceny żywności. Nawet pomidory i winogrona są tam znacznie droższe niż w Polsce. Panuje w Czarnogórze przekonanie, że turysta to ktoś, kto ma pieniądze i kogo można, a nawet należy, trochę oskubać. Podstawowa zasada przy zakupach na targu czy przy wynajmowaniu pokoi to targowanie. Podana pierwotnie cena jest z góry świadomie zawyżona. Oddzielnym problemem jest ruch drogowy. Oznakowania dróg pozostawia wiele do życzenia, ale prawdziwy koszmar to zachowanie kierowców w Czarnogórze a zwłaszcza w Albanii. Klakson to podstawowe urządzenie w samochodzie dla większości z nich. Zasady ruchu drogowego traktują w sposób wyjątkowy, są bo są, ale każdy i tak jeździ tak jak uważa. Poruszanie się ulicą jednokierunkową „pod prąd” jest tu na porządku dziennym. Jednak wszystkie niedogodności, jakie tam napotkamy niwelowane są uprzejmością i serdecznością mieszkańców. Jedno trzeba przyznać uczciwie, wszystkie kontrole graniczne, jakich doświadczyłem były bardzo profesjonalne a kontrolerów cechowała wysoka kultura osobista i duża uprzejmość. Słowa dzień dobry, do widzenia i szczęśliwej podróży to standard. Powrót w granice Unii Europejskiej był równie miły, przedstawiciel węgierskich służb celnych oczekiwał na pasie odpraw i nie kazał na siebie czekać. Uprzejmie zapytał o towary akcyzowe a następnie poprosił o otwarcie bagażnika, po sprawdzeniu jego zawartości życzył przyjemnej podróży. Na żadnym z przejść granicznych, które przejeżdżałem nie czułem się jak intruz, przeszkadzający miejscowym w pracy. Za wyjątkiem powrotu w granice Unii Europejskiej, nigdzie nie wysiadałem z samochodu. Zawsze do przejścia była kolejka, mniejsza lub większa, ale wszędzie odnosiłem wrażenie, ze służby starają się zmniejszyć kolejkę i że to oni są dla mnie a nie odwrotnie. Nawet kilkunasto samochodowa kolejka przy powrocie do Unii Europejskiej nie spowodowała zbyt długiego oczekiwania, bo ledwie 20 minutowe. Kilka dni po powrocie z urlopu wybraliśmy się z żoną na zakupy do sąsiedniej Ukrainy przez przejście graniczne Krościenko – Smolnica. Spotkanie z przedstawicielami ukraińskich służb granicznych było prawdziwym koszmarem, zwłaszcza na tle wcześniejszych spotkań z funkcjonariuszami krajów południa Europy. Niegrzeczni, nieuprzejmi, zwracający się „per Ty” umundurowani przedstawiciele tego wielkiego kraju sprawiają przygnębiające wrażenie. Do tego dochodzi nachalne domaganie się łapówki. Służą temu kartki wydawane przez strażników granicznych, na których trzeba zebrać trzy pieczątki. Przynajmniej za dwie z nich, przystawiający je urzędnicy, domagają się pieniędzy a czynią to bezceremonialnie i bez najmniejszego zażenowania. Podobna sytuacja panuje przy powrocie z Ukrainy. Funkcjonariusz w czarnym mundurze przegląda bagażnik każdego samochodu i jest wyraźnie niezadowolony, jeżeli nie znajdzie w nim dziesięciu hrywien. Ci, którzy nie dają łapówki, są odstawiani na tak zwane pasy i muszą wypełnić deklarację celną. Trwa to z reguły bardzo długo i ma zapewne nauczyć delikwenta „należytego” postępowania w przyszłości. Oczekując na odprawę często obserwuję ukraińskiego pogranicznika kontrolującego bagażniki. Pochyla się, wkłada rękę do bagażnika a następnie do kieszeni i tak przez cała zmianę. Średnio jeden przekraczający granicę samochód płaci około 10 złotych łapówek. Wystarczy pomnożyć tę kwotę przez ilość samochodów aby poznać skalę problemu. Należy do tego dodać jeszcze łapówki jakie płacą kierowcy ukraińskich ciężarówek transportujących towary z Polski na Ukrainę. Często można zauważyć całe ich tabuny oczekujące na „dobrą” zmianę ukraińskich służb celnych. Wszystko to dzieje się na terenie monitorowanego przejścia granicznego, położonego na terytorium Rzeczpospolitej i o ironio, wybudowanego za pieniądze Unii Europejskiej i rządu polskiego. To właśnie tutaj, na oczach polskich służb granicznych, obywatele naszego kraju są zmuszani do dawania łapówek. Można naturalnie powiedzieć, że dawania łapówki należy odmówić, ja tak czynię, ale proszę uwierzyć nie jest to ani łatwe, ani miłe. Jestem przekonany, że najwyższy czas przeciwstawić się temu haniebnemu procederowi i ukrócić samowolę ukraińskich urzędników, przynajmniej w stosunku do obywateli Rzeczpospolitej. Konieczna jest do tego stanowczość przekraczających granicę ale również, a może przede wszystkim, ostre reakcje służb polskich, od Straży Granicznej począwszy a na rządzie RP skończywszy. Dość udawania, dość tolerowania bezprawia. Zacznijmy wreszcie mówić i pisać o tym nagannym procederze. Każdego kto chce się na temat wypowiedzieć proszę o kontakt z redakcją „Naszych Połonin”, chętnie opublikujemy opinie czytelników w tej sprawie. Liczymy też na odzew polskich służb granicznych. Czas przerwać zmowę milczenia panującą wokół tego tematu.

Marek Prorok

[Nr 13/89] Podróże kształcą, czyli obserwacje przy przekraczaniu granicy



Imiê
E-mail
Temat
Tre¶æ
Przepisz kod:

 

© 2003-2012 Nasze Po³oniny - Bieszczadzkie Czasopismo Regionalne

Wykonanie i administracja strony: JWK WebStudio