|
|

 |
Artyku³y » ~ Archiwum » [Nr 7/83] Wszystko po staremu |
Przed nami kolejne wybory. Siódmego czerwca staniemy przed urną po raz kolejny z dylematem, na kogo zagłosować? Komu dać zielone światło by godnie nas reprezentował w europejskim parlamencie? Partie dwoją się i troją by w poszczególnych województwach wystawić swoich ich zdaniem najlepszych kandydatów. Dlatego mamy znowu wysyp tzw. „spadochroniarzy”. Podkarpacie, jako jedno z nielicznych w kraju przoduje w tych złych praktykach. Nie wiem czy centrale partii, które się na taki krok decydują uważają, że w tym południowo – wschodnim województwie mieszkają ludzie z ograniczona inteligencją, bez wyobraźni, bez dostępu do środków przekazu, bezwolni i głupi jak osły, choć w tym przypadku pewnie obrażam te miłe zwierzęta. Podzielona i rozdrobniona prawica wykonuje nerwowe ruchy próbując utrzymać się jeszcze na powierzchni. Stąd decyzje Giertycha by LPR w ramach nowej partii Libertas na Podkarpaciu wystawić z pierwszego miejsca kandydata ze Szczecina niejakiego Daniela Pawłowca, notabene bliskiego współpracownika Giertycha. Zepchnięty w tej sytuacji na drugą pozycję obecny europoseł z Podkarpacia Andrzej Zapałowski zrezygnował ze startu w wyborach. Takich wewnątrzpartyjnych wojenek jest więcej i tak naprawdę niewielu to interesuje. Małe partie, małe problemy. Dziś są, jutro ich nie ma. Nikt się tym zbytnio nie przejmuje oprócz samych zainteresowanych. Zaskoczyła natomiast wszystkich decyzja Platformy o wystawieniu na pierwszym miejscu podkarpackiej listy Mariana Krzaklewskiego od wielu lat mieszkańca Gdańska, który obecnie ma tyle wspólnego z tym województwem, co ja z moją rodzinną Bydgoszczą, którą opuściłem kilkadziesiąt lat temu. W tym wypadku protestów nie było, Elżbieta Łukacijewska karnie podporządkowała się decyzji centralnych gremiów partii i wystartuje z drugiej pozycji na liście. Takich przypadków na Podkarpaciu jest więcej. Spadochroniarze, czy jak kto woli „przywiezieni w teczkach” będą starali się wygrać kolejne swoje pięć minut. Gdy im na to pozwolimy, może to przedłużyć się na długie pięć lat. Dlatego stając 7 czerwca przed urną warto się zastanowić, na kogo oddać swój głos. Bo to od nas będzie zależało, z kogo będzie się składała reprezentacja Podkarpacia, swoich czy namaszczonych przez innych.
Andrzej Kotowicz
|
|
 |
[Nr 7/83] Wszystko po staremu |
|
|