 |
Alfreda Momota nazywaliśmy często Łomot, a to z racji donośnego głosu. Wprawdzie przekręcanie nazwiska nie ma nic wspólnego z grzecznością, ale Alfred zwany po prostu Fredem wcale się na to określenie nie gniewał. Fred w ogóle rzadko się gniewał, czy złościł, choć rzecz jasna swoje humory miewał.
Fred nie zajmował nigdy w Ustrzykach jakichkolwiek eksponowanych stanowisk, był tylko emerytowanym żołnierzem, a jednak gdy zmarł w kilka godzin po tym fakcie mówiło o tym całe miasto. Fredek był bowiem od wielu lat nieodłącznym elementem ustrzyckiego pejzażu. Sporą część wolnego czasu spędzał na ławeczce w rynku. Tu spotykał się z kolegami, znajomymi, tu zbierał różnego rodzaju informacje, tutaj też informacjami tymi się dzielił. Okazało się, że miejsce w rynku to znakomity sposób na komunikowanie się. Nikt z kim się Fred chciał skontaktować nie umknął jego uwadze. Fred miał z ławeczki znakomity podgląd na to co się w mieście dzieje, a gdy spostrzegł kogoś do kogo miał jakąś sprawę głośno przywoływał delikwenta do siebie. Powiem pewną anegdotę. Otóż Fred należał do Sojuszu Lewicy Demokratycznej, był tam przewodniczącym koła. Bolączką każdej partii, organizacji jest ściąganie składek. Dlatego też na jednym z posiedzeń Rady Powiatowej SLD prosiliśmy Freda by zajął się ściąganiem składek. Uzasadniliśmy to tym, że nikt kto pracuje i mieszka w Ustrzykach nie uniknie jego oczu, a tym samym nie wymiga się od płacenia, bo Fredek spostrzeże go nawet z drugiej strony rynku i swoim donośnym głosem przywoła do siebie informując zarazem wszystkich w rynku, że gość zalega ze składkami. Ta więc by uniknąć przyłapania przez Freda większość członków SLD płaciła składki z wyprzedzeniem.
Fred miał bowiem taką naturę, że jeśli się w coś angażował, to angażował się bez reszty. W SLD mobilizował nas do częstszego organizowania zebrań, podobnie robił w Ustrzyckim Kole Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych i Oficerów Rezerwy, którego był aktywnym członkiem.
Bez Freda trudno też sobie wyobrazić jakiekolwiek wybory w przeciągu ostatnich kilkunastu lat. Każdy kto w trakcie kampanii przedwyborczej wstał wcześnie rano jako pierwszą osobę napotykał w mieście Freda, który na słynnym już rowerku składaku rozlepiał plakaty wyborcze. To Fredkowi zawdzięczali w dużej mierze swoje poselskie stanowiska Witold Firak, Tadeusz Kaleniecki, Wojciech Pomajda. Także radny Sejmiku Województwa Podkarpackiego Lucjan Kuźniar. Fred pomagał też niektórym kandydatom do rady powiatu. Pomagał też wielu tym, którzy mandatów nie dostali jak choćby Maciejowi Lewickiemu, czy Wacławowi Posadzkiemu. Wszyscy wymienieni tutaj nie zapomnieli o Fredku i starali się mu w jakiś sposób odwdzięczyć. Jak się jednak okazywało to odwdzięczanie polegało głównie na tym, że pomagali ludziom wskazanym przez Fredka. On jak zwykle stał na boku. Bo to był właśnie cały Fred, zawsze pomagający w miarę swoich możliwości innym. A możliwości dzięki swoim znajomością miał naprawdę spore. Mogą o tym poświadczyć ci którym pomógł załatwić rentę, przyjecie do służby wojskowej, różnego rodzaju zapomogi, zasiłki. Nawet ja corocznie byłem obdarowywany przez Freda pięknym książkowym kalendarzem.
 |
Freda denerwował jedynie stosunek obecnych władz do byłych żołnierzy Wojska Polskiego. Na ubiegłorocznym grudniowym spotkaniu Koła BŻZiOR, które w Ustrzykach obchodziło uroczyście swoje dziesięciolecie powiedział w swoim wystąpieniu-
"Takie działania polityczne dowodzą tego, że czyni się wszystko, aby zerwać więź pokoleniową między młodą kadrą, a kadrą pozostającą w stanie spoczynku, twierdząc przy tym, że kadra ta realizowała zadania stanu wojennego. Założyliśmy mundury Wojska Polskiego nie dlatego, że nam się podobał komunizm, ale dlatego że chcieliśmy służyć ojczyźnie. Byliśmy zawsze wierni przysiędze żołnierskiej i mimo, że każdy z nas nie nosi już munduru, duchem wciąż pozostaje żołnierzem. Chcemy by słowo emeryt znaczyło dla rządzących, że tej grupie społecznej należy się szacunek za służbę i pracę dla Polski. Ojczyzny nie da się ponumerować na I, II, III, IV RP. Tworzą ją wszyscy i jest dla wszystkich, dla emerytów i rencistów również."
Jego praca społeczna w kole emerytów i rencistów wojskowych została także wysoko oceniona.
Fredek ostatnio organizował wyjazdy na Ukrainę. Załatwiał autobusy, kompletował wycieczkowiczów, zbierał opłaty. Jak to on oddał się tej sprawie całą duszą. Namawiał mnie mocno bym wybrał się na taką wycieczkę. Wycieczkę trochę handlową, trochę krajoznawczą, a w końcowym etapie rozrywkową. We wtorek 9 września rozmawiał o tym ze mną ostatni raz. Potem już nie dzwonił i nie odbierał też telefonów. Wycieczka miała się odbyć w sobotę 20 września. 20 września Fredek odbył swoją najdłuższą z wycieczek- na ustrzycki cmentarz. Towarzyszyli mu w tej ostatniej drodze koledzy z Koła BŻZiOR, z SLD, z biura poselskiego posła Wojciecha Pomajdy, z dowództwa Straży Granicznej w Krościenku, przedstawiciele starostwa bieszczadzkiego, koledzy i przyjaciele. W ten zimny, deszczowy dzień okazało się jak wielu miał kolegów i przyjaciół.
Na trumnie znalazł się napis, który był mottem jego życia-
"Człowiek jest tyle wart ile może pomóc drugiemu" - Fredek pomógł wielu ludziom, niestety nie potrafił pomóc sobie.