Zastanawiałem się jak zacząć ten felieton. Najprościej byłoby powiedzieć „ a nie mówiłem” byłoby to najogólniej mówiąc potwierdzeniem tego o czym poniżej.
W Nr 6 „Naszych Połonin” /kwiecień 2006 rok/popełniłem felieton pod wiele mówiącym tytułem „ W imieniu Pana Boga”. Pisałem w nim o dość problematycznej moim zdaniem decyzji włodarzy miasta nad Strwiążem przyznania parafii p. w. Najświętszej Marii Panny siedemnastoarowej działki w centrum miasta . Tendencyjnie piszę przyznania, gdyż działka ta została sprzedana za przysłowiową złotówkę. I choć felieton ten nie został w redakcji przyjęty z entuzjazmem, to został jednak wydrukowany oczywiście z redakcyjnym komentarzem. Nie zmieniło to jednak mojego punktu widzenia, że w demokratycznym jak mi się wydaje państwie są równi i równiejsi. Są tacy, którym na skinienie ręki manna leci z nieba i są tacy, którzy o wszystko muszą walczyć z przysłowiową urzędniczą machiną. Czas pokazał, że moje słowa okazały się prorocze. Kościół rzymskokatolicki oprócz tego, że dostał za frajer lukratywną, pięknie położoną w centrum miasta działkę budowlaną, wartą moim zdaniem lekko około dwustu tysięcy złotych / nie wiem czy i ta suma nie jest zaniżona/, to kilka tygodni później ta sama rada lekka ręką przekazała tejże parafii kolejne dwadzieścia tysięcy złotych. Potwierdziło to moje przypuszczenie , że parafia nie śmierdzi groszem / oczywiście na rozbudowę kościoła/ i będzie doić miejscowe urzędy jak i kiedy tylko się da. Zbierano też pieniądze wśród ludzi. To mnie jednak najmniej razi i drażni. Każdy ma prawo robić ze swoimi pieniędzmi co mu się rzewnie podoba. Jak ma ochotę, to może w całości swoja pensję, emeryturę czy też rentę przekazać gdzie chce i komu chce. Zbierano też pieniądze wśród miejscowych biznesmenów, Nie wiem jakie były efekty tej zbiórki. Jednak sposób w jaki ją przeprowadzono woła o pomstę do nieba. Nie dość, że zwracano się do potencjalnych darczyńców listownie, to zrobiono to tuż przed samymi świętami Bożego Narodzenia. Niektórzy otrzymali te prośby w samą Wigilię. Widać, że mamona lub może raczej jej brak całkowicie pomieszała zmysły urzędnikom w czarnych sukienkach. Stają się coraz bardziej nachalni. Ostatnio wydębili pięć tysięcy ze starostwa, I tutaj rada bez zmrużenia oka przyznała społeczne pieniądze.
Widać, że rozbudowa tego kościoła to studnia bez dna. Nikt nie kontroluje przepływu tych pieniędzy. Jestem ciekaw czy odpowiednie instytucje wyraziły zgodę na przeprowadzenie publicznych zbiórek takich choćby jak ta ostatnia w dniu gminnych dożynek. Takich i podobnych pytań nasuwa się coraz więcej. Sam sposób finansowania całej inwestycji budzi delikatnie mówiąc wiele zastrzeżeń. Prywatny inwestor budując dom najpierw zabezpiecza sobie środki na jego budowę, potem dopiero zabiera się do roboty. Tutaj zrobiono wszystko odwrotnie. Być może niektórym księżom wydaje się, że żyją jeszcze w czasach PRL-u i partyzantka to najlepszy środek do osiągnięcia zamierzonego celu. Kochani tylko czy to wypada.
Marek Szczerbiec
|