Nasze POŁONINY - Bieszczadzkie Czasopismo Regionalne Artykuły Forum dyskusyjne Galerie Ogłoszenia 
Baza noclegowa   Baza gastronomiczna   Dyżury aptek   Rozkład jazdy autobusów   Plan miasta
Strona główna

Archiwum
Pisane w Bieszczadach
Szukaj w serwisie:
Redakcja

Kontakt

    Gazeta / moduły
    Serwis internetowy

    Baza noclegowa

Artyku³y » ~ Archiwum » [Nr 9/69] Historia leskich wodociągów
W 1896 r. wybudowano w Lesku ratusz. Na parterze budynku, od strony dzisiejszego postoju taksówek, ulokowano remizę leskiej straży pożarnej. Wyposażenie straży było bardzo skromne: kilka drabin i bosaków, kilkanaście wiaderek, parę pił i siekier oraz pompa z napędem ręcznym, którą przewożono furmanką na miejsce pożaru. Około 1909 r. wybudowano w Lesku dwa zbiorniki przeciwpożarowe: jeden większy, na rynku w okolicy dzisiejszej fontanny i drugi mniejszy na Plantach obok istniejącej do dziś studni. Dla zasilania zbiorników wodą wybudowano drewniany wodociąg, który doprowadzał wodę ze studni u podnóża Baszty do wspomnianych zbiorników. Do budowy rurociągu zaangażowano specjalną ekipę fachowców, którzy obok ratusza wykonywali drewniane rury. Według relacji mego Ojca, który jak wiele lesczan i nie tylko tym się interesowali, pocięte na około 1 m kawałki pni sosny drążono wzdłuż rdzenia. Otwór rury wynosił około 8-10 cm. Końce tak powstałych odcinków rur zaopatrywano w tuleje stalowe, które dostarczały leskie warsztaty ślusarskie. Służyły one do łączenia poszczególnych odcinków rur. Szczególnie w dni targowe tłum ludzi z całych Bieszczad oblegał stanowisko pracy rurarzy wykazując wielkie zainteresowanie nową techniką (przypominam, że przez cały okres zaborów oraz po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. w Bieszczadach był tylko jeden powiat leski a więc Lesko było stolicą Bieszczadów) połączone kilka rur przewożono furmanką ulicą Unii Brzeskiej do miejsca zasilania. Rury układano do uprzednio wykopanego na poboczu ulicy rowu. W tym czasie jeszcze na ulicy Unii Brzeskiej nie było chodników. Przed zakopaniem, rury były konserwowane jakimś dziegciem. Rurociąg układano z góry, wzdłuż ulicy aż do wykonanych uprzednio zbiorników. Co pewien czas kontrolowano drożność rurociągu. Całe Lesko z zainteresowaniem przyglądało się realizacji tej ważnej dla miast inwestycji. TAK WIĘC OK. 100 LAT TEMU W LESKU POWSTAŁ PIERWSZYW BIESZCZADACH WODOCIĄG DO CELÓW P-POŻAROWYCH. Był on czynny ok. 60 lat.
Przez setki lat lesczanie zaopatrywali się w wodę czerpiąc ten życiodajny płyn ze studzien, które były przy każdej ulicy. Ponadto korzystano z „deszczówki”, w której prano odzież i pościel. Korzystano też z wód Sanu gdzie w lecie się kąpano oraz prano bieliznę. WODA ZE STUDZIEN SŁUŻYŁA TEŻ ZWALCZANIU W ZARODKU POŻARÓW. Do codziennego mycia i kąpieli podgrzewano wodę na kuchni w odpowiednich garnkach a myto się w miednicy i kąpano w blaszanej wannie lub balii. Nie było wodociągów komunalnych. Każdy dom posiadał szambo gdzie ludzie załatwiali swoje potrzeby życiowe. Prana pościel i bielizna suszona była w dniach słonecznych na polu a w niepogodę na strychu. Wszystkie domy w Lesku posiadały strome dachy i strychy. Kilka większych obiektów tj.: Zamek, mleczarnia, rzeźnia, browar czy łaźnia żydowska zasilane były wodą z własnych studzien sposobem hydrostatycznym. W owym czasie w Lesku nie było pomp, które mogłyby tłoczyć wodę „pod górę” ponieważ nie było w mieście m. in. prądu.
W 1942 r. byłem świadkiem dużego pożaru kamienicy przy Plantach. Palił się piętrowy dom obok budynku poczty. Pożar wybuchł nad ranem. Nasi strażacy nie mogli tego opanować: w zbiorniku p-poż było za mało wody a ręczna pompa nie mogła podać wody na piętro nie mówiąc już o strychu. Przyglądał się temu gestapowiec Adam Wacht („Adaś”), który widząc fatalną sytuację szybko spowodował sprowadzenie z Sanoka straży pożarnej, która zainstalowała motopompę na brzegu „księżego stawu” skąd przy pomocy węży strażackich tłoczono wodę na miejsce pożaru. Pożar opanowano ale kamienica się spaliła. Uratowano jednak sąsiednie domy.
Około 10 lat temu byłem świadkiem pożaru domu przy ulicy Kmity. W samo południe zapalił się drewniany dom p. Fuksów. Natychmiast przyjechał wóz strażacki ze zbiornikiem wody i strażacy usiłowali ogień zagasić. Niestety woda szybko się skończyła, samochód pojechał nad San po wodę a pożar chociaż przytłumiony – trwał. Całe szczęście, że nie było wiatru bo spaliłyby się kolejne drewniane domy przy tej ulicy. Gdy po około pół godziny wrócił beczkowóz, pożar ugaszono.
Na najbliższej sesji Urzędu Miasta i Gminy postulowałem zabudowanie hydrantu naprzeciw ulicy Kmity by można było, w razie pożaru, ciągle korzystać z wody. Hydrant zabudowano.
Obecnie Lesko poza Sanem i siecią wodociągową nie ma żadnych zbiorników p-poż: studnie są praktycznie nieczynne, a stare zbiorniki p-poż oraz „księży staw” nie istnieją. Zastanawiam się co by było, gdyby wybuchł pożar np. na czwartym piętrze któregoś z bloków osiedla w lipcu gdy było brak wody i nie można go było stłumić w zarodku bo krany były puste?
Byłbym wdzięczny szefowi naszej straży pożarnej, który jest radnym w gminie, aby zechciał się wypowiedzieć na temat bezpieczeństwa pożarowego Leska.

CDN…


Jan Lewicki

[Nr 9/69] Historia leskich wodociągów



Imiê
E-mail
Temat
Tre¶æ
Przepisz kod:

 

© 2003-2012 Nasze Po³oniny - Bieszczadzkie Czasopismo Regionalne

Wykonanie i administracja strony: JWK WebStudio