Do 1980 roku nie było na terenie Bieszczad ludzi, którzy by jednoznacznie określali się jako przeciwnicy ustroju i niepodzielnych rządów PZPR. Owszem w rozmowach prywatnych , na rodzinnych imprezach krytykowano poczynania ówczesnych władz, ale była to krytyka odchyleń od jedynie słusznej linii i wypaczeń jakich dopuszczali się partyjni notable. W Polsce tak naprawdę władza nigdy nie kneblowała ust tak jak choćby w Czechosłowacji , NRD, czy też ZSRR. Ponarzekać mógł każdy, jednak co najwyżej prywatnie lub na zakładowych nasiadówkach. władza nigdy nie kneblowała ust tak jak choćby w Czechosłowacji , NRD, czy też ZSRR. Ponarzekać mógł każdy, jednak co najwyżej prywatnie lub na zakładowych nasiadówkach. Wyżej obowiązywał już nakazowy optymizm i czcze pustosłowie. Dopiero rok 1980 stał się rokiem przełomowym.
Po cichu na plebani formować się zaczęły wolne związki zawodowe, nie nazywane jeszcze Solidarnością. Strajki sierpniowe przeniosły te na wpół konspiracyjne spotkania z ustrzyckiej plebani i kościoła do miejscowych zakładów pracy. W mieście powstawać zaczęły zakładowe oddziały Solidarności, zaś jesienią utworzono Międzyzakładową Komisję Związkową. Do Solidarności wstąpiło ponad 80% pracowników. Były też i takie zakłady pracy gdzie współczynnik ten był bliski 100 procent. Kto pamięta ten okres to wie, że Solidarność była wtedy bardziej lewicowa od PZPR, zaś jedynym postulatem znamionującym przyszły zwrot w prawo był postulat żądający niezależności od partii i władz, związków zawodowych. Ten owczy pęd do Solidarności nie był by tak masowym gdyby większość ze wstępujących miała świadomość, tego co stanie się z Solidarnością już za kilka miesięcy, gdyby było wiadomym w jakim kierunku ustawiają związek jego polityczni doradcy. Wiem coś na ten temat bo sam przewodziłem zakładowej Solidarności w Przedsiębiorstwie Budownictwa Komunalnego, późniejszym MZRB. Na 215 osób załogi, zapisało się do związku 201 osób, 10 należało do przyszłego OPZZ, a cztery osoby nie należały nigdzie. I to był szczyt. Po wydarzeniach marcowych w Bydgoszczy w 1981 roku powoli liczba członków Solidarności zaczęła się wykruszać. Ta tendencja trwa do dziś , a obecna Solidarność to zaledwie nędzne szczątki tej z 1980 roku.
Zalążki prawicy
Nie o losach miejscowej Solidarności chce jednak pisać a o formowaniu się politycznej prawicy w Bieszczadach. Prawicę z Solidarnością łączy jednak bardzo wiele, bowiem to właśnie związek wykreował jej przyszłych działaczy. W Ustrzykach było podobnie jak w całej Polsce, wśród związkowych działaczy bardzo szybko wyodrębniła się grupa ludzi dla których związek zawodowy był jedynie środkiem do politycznych przemian. Grupę to tworzyli między innymi Andrzej Pietrzyk, Tomasz Winnicki, Sławomir Dziennik, doktor Prokop- Kur, Jarosław Waszczuk, K. Kołodziński, S. Pitera zaś w Solidarności rolników Antoni Wojnarowicz, W. Nowacki, Fr. Łysyganicz. Grupa ta wydawała między innymi w powielaczowej formie niezależne pismo Bieszczadnik. Kres Solidarności jak też i w/w grupie przyniósł stan wojenny. W latach osiemdziesiątych większość ludzi pierwszej Solidarności zaprzestała działalności, miejscowi przywódcy związkowi wyjechali za granicę, niektórzy zmienili swe zapatrywania. Dziś większość z tych co pozostał ma problemy z pracą, ze znalezieniem sobie swojego miejsca w Bieszczadach. Wielu zmarło, wielu też nawet nie chce się przyznać do tego że kiedyś tak mocno zaangażowało się w związkowe działania. Po koniec lat osiemdziesiątych Solidarność zaczęła się na nowo odradzać, także w Bieszczadach. Doszło jednak do pokoleniowej zmiany, ze starych działaczy w zasadzie pozostał tylko Tomasz Winnicki , Andrzej Szczerbicki, Jan Kot, Stanisław Socha i kilka innych osób, nowymi twarzami stali się natomiast Adam Pęzioł, Piotr Korczak, Arkadiusz Lupa i wielu innych. Z tego grona wyłoniony został nowy burmistrz miasta jak i prawie cały zarząd gminy. Grupa ta w większości stworzyła Bieszczadzkie Stowarzyszenie Samorządowe, przez długi czas jedyne na terenie gminy ugrupowanie post-solidarnościowe. Przez pewien okres czasu dość mocno działało w Ustrzykach Porozumienie Centrum braci Kaczyńskich, a startujący
z jego ramienia w wyborach parlamentarnych 1993 roku doktor Jan Matusik zdobył całkiem przyzwoitą liczbę głosów.
Kiepskie lata prawicy
Wybory parlamentarne w 1993 roku wygrała lewica , która wspólnie z PSL rządziła do 1997 roku. To były złe lata miejscowej prawicy. Poza koniunkturalnym BSS-esem przestała ona praktycznie istnieć. Organizacje zakładowe Solidarności posypały się bo zaczęły lawinowo padać zakłady pracy, zaś w urzędach nawet tych kierowanych przez ludzi Solidarności związki zawodowe nie były mile widziane. Ludzie Solidarności mieli do siebie różnego rodzaju zarzuty, dotyczące głównie zaszłości, sposobów dalszego działania. Lata 1995/1996 to najgorszy okres dla miejscowej prawicy. Dopiero odgórna inicjatywa tworzenia AWS, stała się ożywczym zastrzykiem dla lokalnych działaczy. Ustrzycka prawica to w tym okresie nie partie , ale związek Solidarność, jednak mocno skłócony. Ustrzyckie środowisko prawicowe postanowił skleić ksiądz Andrzej Chmura. Tak więc podobnie jak w 1980 roku zaczęły się spotkania na plebani , tylko tym razem w kościele pw. św. Józefa. Ksiądz doszedł do wniosku, że budowanie nowych struktur musi się odbywać z udziałem nowych ludzi, którzy mogli by pogodzić zwaśnione strony. W ten wiec sposób za zgodą większości wybór padł na Marka Andrucha. Adruch już od samego początku musiał się wziąć ostro do roboty bo zbliżały się wybory parlamentarne w 1997 roku. Wprawdzie powiat bieszczadzki nie wystawił swojego człowieka na liście wyborczej AWS, nie oznaczało to jednak, że może sobie te wybory odpuścić. AWS wygrał , choć w powiecie bieszczadzkim wynik ten nie był aż tak dobry jak w kraju. Po wyborach jak zwykle do zwycięzców próbują się doczepić ludzie polityki zwani potocznie „zwrotniczymi”. To ci dla których polityka i przynależność partyjna nie jest kwestią zasad i ideologii, a jedynie okazja do własnych interesów. W liczącym około trzydziestu osób gronie ludzi miejscowego AWS pojawili się zwolennicy ZChN, SKL i rozpoczęli ponowne podziały.
Samorządowy rozłam
Rok po wyborach parlamentarnych odbyły się wybory samorządowe. Ostatnie przed reformą administracyjną. Ludzie AWS osiągnęli w radzie miasta Ustrzyki całkiem przyzwoity wynik. Mieli dziesięciu radnych . Dogadali się z dwoma radnymi PSL, także radni Niezależni deklarowali współprace z nimi. Niestety w tym czasie starzy wyjadacze z BSS wyłuskali z ich grona Stanisława Leszegę obiecując mu stanowisko burmistrza. Do BSS dołączyli radni Niezależni, którzy są zawsze ze zwycięzcami i koncepcja tworzenia zarządu przez AWS upadła. Słynne były wtedy dwutorowe obrady rady. Radni skupieni wokół BSS obradowali w sali konferencyjnej Urzędu Miasta, zaś radni skupieni wokół AWS w świetlicy nadleśnictwa. Na nic się to nie zdało. BSS wygrał ten spór , Leszega został burmistrzem, Nahajowski przewodniczącym rady. AWS postanowił stanąć całkiem z boku i nie przyjął żadnej z ofert składanych przez BSS. Po dwóch latach BSS wystąpił z propozycją odwołania burmistrza i zmian w zarządzie. Po wielu rozmowach AWS zaakceptował to , co więcej wydelegował także dwóch swoich radnych do zarządu. Mniej więcej w tym czasie odbyły się też wybory do rady nowo utworzonego powiatu bieszczadzkiego. AWS uzyskał w nich całkiem przyzwoity wynik. Jednak zarówno na AWS jaki i BSS spadło odium porażki jakim było wyłonienie zarządu powiatu i prezydium rady. Ludzie z opcji ustrzyckiej nie wiedzieć czemu byli przekonani o wygranej i nie chcieli iść na jakiekolwiek ustępstwa w stosunku do Leska. Owocem takiej postawy było to iż leszczanie -poza jedną funkcją wiceprzewodniczącego rady dla Stąpora- obsadzili wszystkie pozostałe. Wprawdzie stolicą powiatu były Ustrzyki, ale nie miały jakiegokolwiek wpływu na to co się w powiecie dzieje. Tak więc sukces związany z utworzeniem powiatu z siedzibą w Ustrzykach zmienił się w klęskę z powodu zbyt wielkich aspiracji miejscowych polityków. Choć przyznać trzeba, że jeden z radnych AWS z opcji leskiej zachował się przyzwoicie, co było zasługą perswazji ze strony Andrucha.
W mieście burmistrzem został Henryk Sułuja uzyskując rzecz jasna poparcie AWS. AWS rządził w kraju , tak więc normalna koleją rzeczy radni miejscowego AWS pomagali burmistrzowi w załatwianiu wielu spraw. Jednak jak mówią niektórzy z nich pomoc ta nie zawsze była doceniana przez BSS.
Wybory 2002 roku- wynik gorszy od przewidywań
Do wyborów samorządowych w 2002 roku miejscowa prawica szła już pod szyldem Obywatelskiego Porozumienia Samorządowego. AWS rozpadł się praktycznie pod koniec rządów Buzka, zaś wybory parlamentarne wygrała w druzgocący sposób lewica. OPS włożył wiele pracy w kampanie wyborczą do samorządów. Wynik był jednak nie adekwatny do poniesionych nakładów. W radzie miasta zasiadł jedynie Arkadiusz Lupa, zaś w radzie powiatu Marek Andruch, Jan Józefczyk i Jarosław Błachno. OPS postanowił wejść w koalicję z BSS w radzie powiatu. W zamian za to uzyskał stanowisko wice- starosty dla Marka Adrucha oraz zastępcy przewodniczącego rady dla Jarosława Błachno, na dodatek Jan Józefczyk został przewodniczącym Komisji Rewizyjnej. Zdaniem Marka Andrucha układ taki pozwolił na zrealizowanie wielu założeń przedwyborczych OPS. Głównie chodziło o oświatę, która w przypadku szkół średnich ma się całkiem dobrze. Tak więc mimo nielicznej reprezentacji w radach OPS osiągnął więcej niż w kadencji 1998- 2002 gdy w radzie miasta miał dziesięciu radnych. Dlatego też prawica także w wyborach samorządowych 2006 roku wystartuje pod szyldem OPS, a jej naturalnym koalicjantem ma być BSS.
Sprawdzianem możliwości prawicy był start w wyborach parlamentarnych pod szyldem PiS Ryszarda Urbana. Mimo skromnych środków jakimi miejscowy PiS dysponował w porównaniu np. z PO Ryszard Urban zdobył ponad 900 głosów, czyli niewiele mniej od faworyzowanego i popieranego administracyjnie przez powiat , miasto i gminy Adama Pęzioła z PO. Ten wynik dobrze wróży bieszczadzkiej prawicy. Będzie go chciała zdyskontować w najbliższych wyborach samorządowych. PiS jest gotowe do rozmów o wspólnym kandydacie z powiatu bieszczadzkiego w wyborach do Sejmiku Samorządowego Województwa Podkarpackiego, co więcej jest zdania że powinien to być właśnie kandydat PiS-u. Natomiast jeśli chodzi o wybór burmistrza to będzie wystawiać swojego kandydata, bowiem ranga i znaczenie partii taki samodzielny start wymusza.
Pozycja bieszczadzkiej prawicy powoli się stabilizuje. Zakończył się okres wewnętrznego fermentu i sporów. Przyszedł czas na budowanie mocnych struktur. OPS skupia grono kilkudziesięciu osób , zaś sam PiS jest zgodnie z zaleceniami Jarosława Kaczyńskiego partią wręcz elitarną. W powiecie bieszczadzkim jest to na razie zaledwie kilkanaście osób, bowiem czekanie na członkostwo trwa w PiS-eie cały rok. jak mówi Marek Andruch już rozpoczęły się przygotowania do wyborów. Szuka się dobrych kandydatów, szczególnie na wsi bo tam OPS ma z tym największe problemy. Pomocą będzie tutaj zapewne biuro PiS jakie zapewne zostania utworzone, bowiem partia chce mieć takie biura z etatowym pracownikiem w każdym powiecie. Trudno powiedzieć kto będzie kandydatem PiS do sejmiku, kto kandydatem na burmistrza. Miasto głosi , że do Sejmiku wystartuje Marek Adnruch zaś na burmistrza Ryszard Urban. Nikt tego w PiS-e nie potwierdza, ale i też nikt stanowczo nie zaprzecza. Pewnym jest jedno , że będą to kandydaci ze ścisłego grona działaczy byłego AWS, obecnego OPS i PiS czyli ktoś z grupy w której znajdują się Marek Andruch, Ryszard Urban, Arkadiusz Lupa, Tomasz Winnicki, Jarosław Błachno, Jan Fedczak, Andrzej Szczerbicki, Jan Józefczyk, Dariusz Malicki.
Wiesław Stebnicki
|