Antyreklama
 |
 |
| W basenie wody tyle co po ostanim deszczu |
Ustrzycki basen odkryty zbudowany został w czynie społecznym w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych. Sam przyłożyłem do tego jakąś cząstkę swojej pracy, bowiem wraz z całą pierwszą klasą szkoły podstawowej zbieraliśmy tam kamyki. Nie muszę dodawać, że w tamtym czasie był to niezwykle atrakcyjny obiekt, którego zazdrościli ustrzykom mieszkańcy Sanoka, Leska, Brzozowa. Od tamtej pory każdego lata basen pękał w szwach. Wodę wpuszczano gdzieś w połowie czerwca i od pierwszego dnia wakacji można się było kąpać. W każdy upalny dzień polnymi ścieżkami , w miejscu dzisiejszego osiedla PCK ciągnęły na basen tłumy ludzi. Bywało tak , że trudno było znaleźć miejsce na rozłożenie koca i część ludzi rozwijała jej tuż za ogrodzeniem nad płynącym tutaj Strwiążem. W tamtych latach basen podlegał powiatowemu, a później miejskiemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji. To MOSiR dokonał ostatniego gruntownego remontu basenu pod koniec lat osiemdziesiątych. Po roku 1989 MOSiR został zlikwidowany, a basen pozbawiony gospodarza. W końcu postanowiono ogłosić przetarg na jego prowadzenie. To był zarazem wyrok z zawieszeniem. Każdy kto umie liczyć choćby w podstawowym stopniu musiał mieć świadomość, że z samych biletów wstępu nie da się basenu utrzymać w dobrym stanie technicznym, nie mówiąc już o jakichkolwiek większych remontach. Tak też się stało. Pierwsi dzierżawcy odeszli, zjawił się następny, a basen z roku na rok coraz bardziej podupadał. Kosmetyka w postaci przegrodzenia basenu, pomalowania płytek na niebiesko niczego nie zmieniła. Oddanie do użytku basenu krytego stało się przysłowiowym gwoździem do trumny dla basenu otwartego. To jak wygląda basen w tej chwili powinno poruszyć sumienia władz miasta. A przecież można było inaczej. Do utrzymania basenu otwartego nie potrzeba ogromnych środków finansowych i pewno w budżecie można było je znaleźć. Wystarczyło oba baseny przyporządkować jednej dyrekcji. Chciała tak zrobić była dyrektor krytej pływalni. Niestety działo się to już w chwili gdy wypadła z łask tego , któremu zorganizowała kampanie wyborczą i jej pomysł przepadł. Szkoda bo mając w pamięci to jak wyglądała kryta pływalnia za jej rządów można sobie wyobrazić jak by wyglądał basen odkryty. Wypada mieć jedynie nadzieję – bo to przecież rok wyborów- że tak może się z woli wyborców stać.
Barok, czy wczesny Gierek
 |
 |
| Sławna tablica z nowym spojrzeniem na miejscową historę i geografię |
Ustrzyki Dolne ozdobione zostały ostatnio pięknymi tablicami na których przedstawiono obiekty warte zobaczenia oraz plan miasta i mapę gminy. Cel szczytny , bowiem tablice zlokalizowano w eksponowanych miejscach miasta tak by łatwo mógł jej znaleźć każdy turysta. Niestety nie ustawiono tam zakazu oglądania tych tablic miejscowym, ci zaś zaczęli zasypywać redakcję Połonin telefonami i e-mailami, bo jak mówiono treść tych tablic zawiera kilka „małych nieścisłości”. Postanowiliśmy to sprawdzić. Donosy okazały się niestety prawdziwe. Po pierwsze turysta dowie się z tych tablic , że stoi właśnie na ulicy Konopnickiej , choć tak naprawdę tablice stają przy ulicy Rynek, ale to pikuś. Szokiem dla przyjezdnych będzie zapewne to , że barok w Ustrzykach zlokalizowano w roku 1970, bowiem według treści zamieszczonej na tablicy właśnie w tym roku zbudowano barokowy kościół w Jasieniu, choć niżej napisano iż jest w nim barokowa ambona i kilka elementów z okresu rokoka. Dla nas, a zapewne dla wielu innych ludzi rok 1970 to już nie socrealizm w architekturze , a nie nazwany jeszcze okres wczesnego Gierka, ale pal licho może my jesteśmy w błędzie. Cudem jest też to – jak napisano na tablicy-że dwa lata przed jej wybudowaniem ówczesny kardynał Karol Wojtyła nadał kościołowi miano Sanktuarium Matki Bożej Bieszczadzkiej. No ale Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie też jeszcze nie ma , a nazwa już jest.
Zszokowani są też mieszkańcy kilku bieszczadzkich wsi. Dlaczego? Otóż dlatego, że zupełnie nieświadomie mieszkali w miejscowościach których nazwy brzmią zupełnie inaczej niż te na tablicy. Bliscy mi sąsiedzi z Równi dowiedzieli się nagle , że mieszkają w Równinie i niektórzy do dzisiaj nie mogą z tego powodu wyjść z szoku. Zaskoczeni są też ci z Grąziowej bo tablica głosi , że to Grąziowo, Kwaszenina to Kwaszenika. Teleśnica Sanna nazwana została Teleśnicą Sarną,, widocznie dlatego , że o sarny tu łatwiej niż o ludzi zwłaszcza po sezonie. Dużo miejsca poświęcamy w tym numerze Wojtkowej, we wspomnieniach jej pierwszego wójta. Pewno przewraca się w tej chwili w grobie bo jego wieś nazwano na tablicy Wojtkowo. Dziwi jedynie brak konsekwencji autorów tablicy , że nie poszli dalej i nie napisali Jureczkowo, Arłamowo, Jamno , Krościenkowo itp. Także Góry Słonne zmieniły na tej tablicy swoją nazwę, bo napisano tam Park Krajobrazowy Gór Słonych. Słone może dlatego , że takie są ceny wyjazdu wyciągiem krzesełkowym na ich najwyższy szczyt Kamienna Lawortę. Kogo nie stać jeździć nie musi , ale zmiana nazwy gór to już lekka przesada.
Jest takie przysłowie, nie myli się ten , kto nic nie robi. To prawda , ale zawsze błąd można naprawić, a treść napisów przed umieszczeniem na tablicy poddać korekcie. No ale przecież idą wybory, trzeba natychmiast pokazać , że coś się robi, że coś się dzieje , no i stąd takie głupoty. Zamiast reklamy miasta , ośmiesza się je wśród turystów, nie po raz pierwszy zresztą. Od redakcji dobra rada – pośpiech jest potrzebny przy łapaniu pcheł w innych przypadkach nie jest aż tak konieczny.
Parada Równości do Ustrzyk
Zapyta ktoś skąd ten pomysł, ano sami mieszkańcy Ustrzyk nie zdają sobie sprawy jak mogło być to bliskie prawdy. Okazuje się bowiem , że główny orędownik obrony mniejszości seksualnych, twórca ruchu Kampania przeciw Homofobii i współorganizator tegorocznej Parady Równości w Warszawie Robert Biedroń pochodzi z naszego województwa , a konkretnie z Krosna. Na dodatek jest absolwentem ustrzyckiego Technikum Hotelarskiego. Fakt ten potwierdzają pracownicy tej szkoły.
Trzeba coś z tym zrobić
 |
 |
Jeszcze nie tak dawno nie istniało w Polsce pojęcie złomowania samochodu. Byliśmy krajem gdzie auto po wyjeździe za bramy fabryki zyskiwało kilkakrotnie na wartości. Na giełdzie można było sprzedać największego trupa samochodowego. Wiekowe Żuki, Warszawy, duże i małe Fiaty były niezniszczalne, remontowano je w nieskończoność i w nieskończoność nimi jeżdżono. Czasami tylko numer silnika i nadwozia był jedynym stałym elementem samochodu , zaś resztę wielokrotnie zmieniano. W końcu przyszło nowe , auto które wyjechało z salonu od razu traci około 20 % na wartości, zaś na giełdach można kupić co się tylko zamarzy i to często za niewielkie pieniądze. Tak naprawdę można już kupić samochód na chodzie za jedyne 500 zł. Problemem staje się natomiast pozbycie starego gruchota, bo to trochę kosztuje i wysiłku i pieniędzy. Dlatego też coraz częściej spotyka się w najmniej spodziewanych miejscach porzucone stalowe rumaki. Gruchoty te szpecą i co najgorsze stanowią też zagrożenie. Przykładem niech będzie ta wysłużona maszyna, która mimo administracyjnych nakazów straszy kierowców zmierzających przez Brzegi do przejścia granicznego. W takich przypadkach nakazy powinny się chyba zmieniać w kary.