|
|||
|
:: [Nr 9/69] Szanowny Panie Ustrzycki!!! Artyku³ dodany przez: Redakcja (2008-10-03 15:14:31)
W ostatnią niedzielę miałem okazję uczestniczyć w gminnych Dożynkach, które w tym roku, po raz pierwszy od dawna, odbyły się w ustrzyckim Parku Pod Dębami. Wspaniała pogoda, świetnie przygotowane stoiska poszczególnych wsi, smaczny poczęstunek i duża liczba występujących zespołów artystycznych zapewniła licznie zgromadzonym mieszkańcom gminy atrakcyjne popołudnie. Trzeba obiektywnie przyznać, że impreza została zorganizowana w sposób profesjonalny i chwała organizatorom za to. Muszę jednak wspomnieć o pewnym niewielkim, ale jednak zgrzycie. Podczas nagradzania rolników za osiągnięcia w produkcji mlecznej, wywołano na estradę cztery wyróżnione osoby. Z trzech obecnych wszyscy otrzymali pamiątkowe statuetki, ale tylko dwie atrakcyjne nagrody. Trzecia wyróżniona osoba, drobniutkiej postury gospodyni z Bandrowa Narodowego, nie otrzymała nic i zapewne nie czuła się zbyt dobrze z tego powodu. Myślę, że w przyszłości należy unikać podobnych zróżnicowań, bo wygląda to co najmniej dziwnie. Na corocznym święcie plonów zadziwia mnie jeszcze jedno, wystąpienia przedstawicieli władzy, które nieodparcie kojarzą mi się z tymi jakie zapętałem z telewizyjnych transmisji Centralnych Dożynek ze stadionu X-lecia w Warszawie, gdy w roli głównej występował niezapomniany Władysław Gomułka. Podczas tegorocznych ustrzyckich Dożynek zwróciłem uwagę na wystąpienie pani poseł Elżbiety Łukacijewskiej a zwłaszcza na wzruszające słowa o rękach jej rodziców poranionych źdźbłami żyta i pszenicy, oraz o tym jak to w dzieciństwie, jako mieszkanka wsi, zazdrościła swoim rówieśnikom z miasta możliwości pójścia do kina i na lody. Nie wiem dlaczego, ale zapachniało mi to tanią polityczną demagogią. Wprawdzie o wieku kobiet się nie mówi, ale pani Łukacijewska liczy sobie niewiele ponad czterdzieści lat i jej dzieciństwo przypadało na lata wczesnego Gierka, stąd trudno uwierzyć w prawdziwość jej opowiadań. Wystąpienie pani poseł bardzo mnie zaskoczyło, zawsze uważałem ją i nadal uważam za poważnego polityka, dlatego trudno jest mi zrozumieć powody dla których pozwoliła sobie na takie słowa. Padły też na tych Dożynkach słowa, które zupełnie mnie nie zaskoczyły. Starostowie Dożynek witając zaproszonych gości wymienili z imienia i nazwiska przedstawicieli lokalnej prasy, zaczynając od naczelnego „Bieszczadzkiej” Tadeusza Szewczyka, poprzez Krzysztofa Potaczałę z „Nowin” a kończąc na Wojciechu Domiszewskim z „Super Nowości”. Jak zawsze niezauważono obecności naczelnego „Naszych Połonin” Wiesława Stebnickiego, ale trudno się dziwić, bo zachowanie takie należy do ustrzyckiej tradycji a poza tym przedstawiciel tego czasopisma nie był na Dożynki zaproszony, więc czego oczekiwać. Czasopismo Regionalne „Nasze Połoniny” istnieje na bieszczadzkiej scenie od sześciu lat i choć po prawdzie ani nakładem, ani regularnością ukazywania się, ani pod żadnym innym względem nie może równać się z samorządową „Gazetą Bieszczadzką” nie mówiąc już o wielkonakładowych dziennikach, to jednak istnieje i posiada niemałą rzeszę czytelników. Od początku istnienia ‘Naszych Połonin” byliśmy ostentacyjnie ignorowani przez ustrzycki samorząd gminny i powiatowy. Oficjalnie dla ustrzyckiej władzy istnieliśmy tylko wtedy jeżeli uznała, że trzeba nam dokopać poprzez zgłoszenie na policję podejrzenia popełnienia przestępstwa albo pozwanie do sądu o zniesławienie. Przywykliśmy do tego choć przyznaję, że nawet po tylu latach trudno się z tym pogodzić. Mimo wszystko nadal będziemy się ukazywać a od ostatniego numeru nawet w cyklu dwutygodniowym. Już miałem nadzieję, że nastąpi w tej sprawie zmiana, gdy po ostatnich wyborach samorządowych przewodniczącym Rady Miejskiej został przedstawiciel Stowarzyszenia „Niezależni”. Nadzieje okazały się płonne a po ostatniej publikacji „Naszych Połonin” na temat działań przewodniczącego Rady Miejskiej w Spółdzielni Mieszkaniowej „Drzewiarz” należy wszelkie nadzieje porzucić. Byłbym jednak bardzo niesprawiedliwy gdybym na tym swój felieton zakończył. Przez owe sześć lat nastąpiły pewne zmiany na lepsze. Od czasu do czasu jesteśmy gdzieś zapraszani a raz nawet, chyba w ubiegłym roku, naczelny Stebnicki został osobiście powitany przez burmistrza Ustrzyk Dolnych Henryka Sułuję na oficjalnej gminnej uroczystości. Pojawiły się instytucje, które mają odwagę zapraszać przedstawicieli naszej gazety na organizowane przez siebie imprezy. Dla przykładu wymienię ustrzycką bibliotekę i miejscowy oddział dworactwa rolniczego. Tak więc może jeszcze nie wszystko stracone i uda się nam doczekać czasów kiedy to ustrzyccy samorządowcy dostrzegą „Nasze Połoniny” i zaczną na zapraszać na lokalne uroczystości tym bardziej, że i dosłownie i w przenośni nic ich to nie kosztuje.
Pozostaję z szacunkiem Ambroży Optymista Pisałem w Ustrzykach Dolnych dnia 9 września 2008 roku.
![]() adres tego artyku³u: http://www.naszepo³oniny.pl/articles.php?id=356 |