|
|||
|
:: [11/123] Zmiana punktu ciążenia Artyku³ dodany przez: Redakcja (2011-09-25 08:01:35)
W zasadzie pierwszy zgrzyt w tej podległości miał miejsce w jakże ważnych dla kraju latach 1980/81. Wtedy to Polskę opanował strajkowy ferment, który zakończył się powstaniem Solidarności. Ustrzyki w tym fermencie miały spory udział. Dość szybko powstały w mieście struktury Międzyzakładowego Komitetu związkowego „Solidarność”, które miały niebawem zdecydować do której struktury Solidarności chcą należeć do tej krośnieńskiej, czy przemyskiej. Brałem osobiście w tym udział więc pamiętam jak nasze spotkania odwiedzali szefowie z Krosna- Zawistowski i z Przemyśla- Kijanka. Padały argumenty z każdej strony o tym że warto się właśnie z nimi związać. Najistotniejszy był taki, że Krosno ma gór w bród i zawsze zadba o bliższy sobie Beskid, zaś Przemyśl prawdziwych gór nie ma więc pieścił by Bieszczady jak nikt. Muszę przyznać, że chyba ten argument zwyciężył bo większość członków MKZ zdecydowała o przystąpieniu do przemyskich struktur Solidarności. Niestety już wtedy dostaliśmy doskonałą nauczkę jak będzie wyglądać nowa demokracja. Władze Solidarności nie przyjęły bowiem do wiadomości wyniku głosowania i obligatoryjnie związały Ustrzyki z Solidarnością krośnieńską, która jak się później okazało kierował współpracownik SB. Demokratyczna swoboda skończyła się dość szybko w grudniu 1981 roku i nastał okres kiedy o wszystkim decydowali wszystko najlepiej wiedzący ludzie w zielonych mundurach, demokracja zaś polegała także w ujęciu dla cywili w powtarzaniu magicznej klauzuli- tak jest!- obywatelu poruczniku, majorze i tak dalej im wyższy szczebel. To wbrew pozorom nie był najgorszy okres gdyby wojsko administrowało i dyscyplinowało, a nie wtrącało się do gospodarki, ale byle zupak decydował jak budować domy, ile wypiec chleba, jak leczyć ludzi i wyszło z tego przysłowiowe g… Na dodatek w pasie przygranicznym istniało „Wielkie Księstwo Arłamowskie” więc nawet przejazd drogą wojewódzką do Przemyśla był niezbyt chętnie przez wojskowych widziany bo mogło to spłoszyć zwierzynę trzymaną tam dla PZPR-owskich przedstawicieli klasy robotniczej. O skrócie przez Kwaszeninę, Arłamów, Makową, Fredropol mowy być nie mogło. A skrót ten czynił to, że granica Przemyśla oddalona była od Ustrzyk raptem o jakieś siedemdziesiąt kilometrów. Zresztą przez Birczę i Krasiczyn tez było niespełna osiemdziesiąt kilometrów i to drogami gdzie natężenie ruchu jest rano dziesięciokrotnie , a w godzinach szczytu pięciokrotnie niższe niż na trasie z Ustrzyk do Krosna. Ludzie powoli zaczęli to zauważać. Zmieniała się też sytuacja w kraju. Pacjenci nie byli już niewolniczo przywiązani do rejonów. Szpitale rywalizowały jakością usług. Stąd też coraz częściej ci z Bieszczad leczyli się w Przemyślu. Handlarze od dawna zaopatrywali się tutaj w warzywa i owoce. Jeśli ktoś jechał w Polskę koleją, lepiej było wsiąść w Przemyślu niż w Rzeszowie, bo dojechać bliżej, a pociąg pusty. Tak więc powoli zaczęła się zmieniać orientacja myślenia wśród mieszkańców Bieszczad. Ponadto dla wielu pracowników służb celnych, Straży Granicznej Przemyśl to jednostka nadrzędna, a ludzi tych w związku z otwarciem przejścia w Krościenku, czy placówek SG w Ustrzykach Górnych, Stuposianach, Wojtkowej jest jak na tutejsze warunki bez liku. Studenci wieczorowi i zaoczni też wolą dojeżdżać do Przemyśla bo bliżej, a tutejsze uczelnie nie gorsze niż te w Rzeszowie. Gdy wyremontowano drogę wojewódzką z Ustrzyk Górnych do Przemyśla, a i też tą przez Arłamów i Fedropol orientacja zmieniła się na dobre. Dziś nawet sporo osób jadąc do Rzeszowa rozpoczyna jazdę kierując się na Birczę. Tędy jadąc dalej przez Dynów i Hyżne jest dokładnie tyle samo kilometrów co przez Sanok i Brzozów. Na dodatek rano lub w weekendy rzadko spotkać inny pojazd. Do tej zmiany orientacji dołożyły się tez władze państwowe, bowiem w tegorocznych wyborach parlamentarnych mamy wprawdzie jak dotychczas wspólny okręg krośnieńsko- przemyski, ale do senatu już powiaty sanocki, leski i bieszczadzki oderwano od Krosna i będą mieć wspólnego senatora z trzema powiatami leżącymi w dawnych województwie przemyskim przy granicy z Ukrainą. Ta decyzja na dobre zmienia chyba orientację geograficzna ludzi z Bieszczad. Bo przemyślacy już dawno wybrali. Setki ich wypoczywają w Bieszczadach widać ich na połoninach , nad zalewem, na trasach narciarski, na ustrzyckich basenach, w muzeach i lokalnych imprezach. Nawet częściej czyta się tu dziś przemyskie „Życie Podkarpackie” niż dominujące tutaj do niedawna krośnieńskie „Podkarpacie”. Wiesław Stebnicki
![]() adres tego artyku³u: http://www.naszepo³oniny.pl/articles.php?id=1427 |