:: [11/123] Witam serdecznie zespół redakcyjny pisma „Nasze POŁONINY”
Artyku³ dodany przez: Redakcja (2011-09-25 07:44:50)

Witam serdecznie zespół redakcyjny pisma „Nasze POŁONINY”. Będąc na urlopie w Bieszczadach miałam przyjemność czytać min. Wasz dwutygodnik. Na str.2 czasopisma znalazłam interesującą krótką notatkę na temat Bieszczadzkiego Parku Narodowego a ściślej mówiąc intrygującą opinię dotyczącą konkursu na stanowisko dyrektora parku.
Sięgając głębiej sama przekonałam się, jak duże jest niezadowolenie z panującej sytuacji i rządów władz BdPN. Wyrażają je zarówno mieszkańcy Bieszczad, jak i liczni turyści, mało tego nawet sam GOPR jest w konflikcie z władzami parku.
Niestety na własnej skórze przekonałam się, jak władze BdPN z „wielkim oddaniem i determinacją” dbają o porządek i dobro parku.
Postaram się pokrótce opisać zaistniałe zdarzenie.
Wraz z rodziną przyjechałam na początku sierpnia spędzić parę dni w urokliwych Bieszczadach. Jak większość turystów wyruszyliśmy w piękny, słoneczny dzień w góry. Ponieważ członkiem naszej rodziny jest również pies, nie wyobrażaliśmy sobie wyjechać bez niego.
Niestety przy wejściu na szlak zobaczyłam wypłowiały znak zabraniający wprowadzania psów. Byliśmy bardzo zdziwieni, przecież pies był na uwięzi, miałam ze sobą woreczki na nieczystości, dlaczego taki zakaz?


Sytuacja była podbramkowa, ale postanowiłam upewnić się jeszcze w kasie. I tu niespodzianka, ponieważ poinformowano mnie, że władze parku bezsensownie wydały taki zakaz, że nie rozumieją go zarówno turyści, jak i okoliczni mieszkańcy. Jeszcze parę lat temu takiego zakazu przy wejściu na ten szlak nie było, jednak wraz ze zmianą władz parku zakaz się pojawił. Czyżby wcześniejsze władze działały niezgodnie z Ustawą o ochronie przyrody? A może to zwyczajny brak dobrej woli ze strony teraźniejszych władz parku? Lepiej na wakacje pozbyć się psa, wyrzucić go z samochodu przy drodze a w najlepszym wypadku oddać do schroniska? Jak nie w takie miejsca, to gdzie ze sobą zabrać swojego pupila? Ostatecznie zostałam utwierdzona w przekonaniu, żeby nie rezygnować i wejść z psem, ponieważ sporo ludzi tak robi. Był to również pewien rodzaj buntu przeciw niezrozumiałym przepisom. Na trasie było sporo ludzi, dość gwarno, jak na środek lasu. Wędrowały całe rodziny z dziećmi, wszyscy przyjaźnie odnosili się do naszego czworonoga. Psa w tym gwarze nie było nawet słychać. Bez niespodzianek dotarliśmy na miejsce. Nawet nie zdążyliśmy odetchnąć po ciężkiej wędrówce a dosłownie, „jak spod ziemi” pojawili się strażnicy parku. I tu rozpoczyna się prawdziwy horror…
Zażądano od nas dowodu tożsamości w celu wypisania mandatu w kwocie 50 zł. za wprowadzenie na szlak psa. Niestety nikt z nas nie miał przy sobie dokumentów. Sytuacja stała się nieprzyjemna do tego stopnia, że wszystkich trochę poniosły nerwy. Mój mąż starał się przekonać służby parku żeby przyjęły ustne oświadczenie tożsamości (przecież byliśmy we trójkę i łatwo byłoby sprawdzić, czy mówimy prawdę), proponował również by strażnicy skontaktowali się z policją i w ten sposób ustalili nasze dane, chciałam także pokazać swoją kartę bankomatową, która w jakimś stopniu potwierdziłaby moją prawdomówność. Nic z tego, nie chciano nawet o tym słyszeć. Poza tym mylnie nas poinformowano, że znajdujemy się w strefie przygranicznej i mamy obowiązek posiadać przy sobie dowody osobiste. Na takie zachowanie służb parku zareagował inny turysta informując, że strażnicy wprowadzają nas w błąd. Aby się upewnić po całym zajściu odwiedziliśmy siedzibę WOP-u w Wetlinie i okazało się, że faktycznie nie mieliśmy takiego obowiązku. W trakcie dalszej wymiany zdań (zaznaczam tutaj, że nikt nikomu nie ubliżył, ani nikogo nie obraził, jedynie zdenerwowani staraliśmy się przekonać strażników do swoich racji) wartość mandatu wzrosła z 50 do 500 zł!? Gdy zapytałam dlaczego, okazało się, że cena ta wynika z tego, że teraz władze parku muszą z nami zejść do miejsca, gdzie mamy dokumenty. Byliśmy na wysokości grubo ponad 1000 m n. p. m., podejście wymagało sporo wysiłku a my nawet nie usiedliśmy żeby chwilę odpocząć. Pod obstawą trójki mundurowych sprowadzano nas w dół tym samym szlakiem. To naprawdę niemała przesada, chyba, że byliśmy groźnymi przestępcami? Wyglądało to tak: dowódca straży prowadził konwój, jeden z panów był w środku a ostatni ubezpieczał tyły. Scena jak z filmu sensacyjnego. W trakcie zejścia mój mąż poczuł się bardzo źle, spowodowały to zapewne nerwy, brak odpoczynku i upał. W tym momencie diametralnie zmieniło się podejście dowódcy straży do całej sytuacji. Natychmiast został wezwany GOPR. W trakcie działań ratowniczych strażnik poprosił mnie o podanie danych osobowych (teraz nagle stałam się osobą wiarygodną?)a następnie poinformował mnie, że mam się zgłosić następnego dnia o wyznaczonej godzinie w miejscu wejścia na szlak w celu dokończenia rozpoczętych czynności służbowych. Stan męża był o tyle poważny, że został on zabrany przez GOPR do punktu ratowniczego. Strażnicy parku szybko się ulotnili zostawiając mnie, syna i psa na szlaku. Byłam mocno zszokowana i zdezorientowana całą sytuacją. Mąż niestety został odtransportowany helikopterem do szpitala. Mandatu mi nie wypisano, ponieważ nikt o podanej godzinie nie pojawił się w wyznaczonym miejscu. Straciłam niepotrzebnie czas i nerwy. Nie wiem do teraz co to wszystko miało znaczyć? Może chciano nas udobruchać-nie zapłacą mandatu, sprawa zostanie zamknięta i wszyscy będą zadowoleni?! Właściwie to już wszystko, niewiarygodne, jak można traktować normalnych obywateli, jak potencjalnych przestępców. Nie wahałabym się nazwać postępowania pracowników parku zwykłym bandytyzmem, które niemal nie doprowadziło do tragedii. Mąż na szczęście wydobrzał, ale cały urlop miałam z głowy. Myślę, że nie byliśmy jedynymi uczestnikami „tak miłego bliskiego spotkania” ze strażą parku. Rozmawiając z turystami i „Bieszczadnikami” zorientowałam się, że opinie na temat władz BdPN są delikatnie mówiąc negatywne. Nie chciałabym, żeby w przyszłości kogoś spotkało „na szlaku” coś podobnego.

Mimo tego Bieszczady nadal niezmiennie kocham i na pewno ta niemiła przygoda nie zniechęci mnie do przyjazdu w krainę Biesów i Czadów. Czy z psem? Mam nadzieję, że po zmianie władz parku- tak.


adres tego artyku³u: http://www.naszepo³oniny.pl/articles.php?id=1424